Follow us on Twitter
Start Czytelnia Felietony


Pani w przedszkolu powiedziała, że szkło robi się z piasku. Nikt się nie śmiał. My wiemy, że pani tak musi mówić'. To małe sprawozdanie z przedszkola cytuję często, może nawet do znudzenia, jako rewelacyjny skrót tego, co niosła ze sobą 'komuna'. Cytowane tu dziecko jest przedszkolakiem, a więc czteroipółletnim człowiekiem, który jeszcze niedawno leżał w łóżeczku, wszystkimi zmysłami chłonąc otaczający go świat. Kiedy już dziecko wstało na nogi, było na tyle przygotowane, że normy kłamstwa, w których przyszło mu żyć, mogło potraktować jako oczywistość i wychodziło im naprzeciw, dyskredytując wszystko, łącznie z prawdziwymi dokonaniami nauki.

 Cyt za Wysokie Obcasy, całość czytaj TUTAJ

 

 

Pięć godzin spędzonych w szkole, dwie godziny na tańcach, godzina skrzypiec, godzina angielskiego i sobotnie próby chóru. Kalendarz zapracowanej i pełnej pasji nauczycielki? Nie. Oto tradycyjny dzień ogromnej liczby coraz to młodszych dzieci.

Kiedy sięgam pamięcią do moich lat dziecinnych, przypominam sobie zabawy z koleżankami. Pamiętam jak godzinami bawiłyśmy się w piaskownicy, woziłyśmy lalki w wózkach po osiedlu, bawiłyśmy się w sklep, a naszym towarem były różne liście, trawy, kamienie... Kiedy byłyśmy nieco starsze, naszą ulubioną zabawą był berek oraz zabawa w chowanego. Na czasie były również skakanki, gumy do skakania czy hula-hop. Dzięki niekończącym się zabawom, nasza wyobraźnia ciągle pracowała na najwyższych obrotach. Nie miałyśmy tylu zabawek co obecne dzieciaki, dlatego wiele z nich trzeba sobie było zrobić samemu. Ale ani wtedy nie byłam z tego powodu smutna, ani tym bardziej teraz, patrząc na to z perspektywy czasu. Dzięki temu jesteśmy teraz bardziej kreatywni i nie boimy się problemów, bo potrafimy je rozwiązywać.

 

Cyt za mmkrakow.pl, całość czytaj TUTAJ

 

 

„Mamo kuuup!!!” – wyje siedmiolatek w stoisku z zabawkami dużego supermarketu. Jedną ręką ciągnie płaszcz matki, a drugą ściska pręty drucianej klatki wypełnionej pluszowymi Pokemonami. Dwie hostessy przebrane za żółte ni to myszy, ni to króliki Pikachu, obserwują tę scenę z pobłażaniem. Zdenerwowana matka próbuje odciągnąć syna, ale w końcu kapituluje. Kiedy przy kasie płaci haniebną cenę za skrawek wypchanego pluszu – nie domyśla się jeszcze, że to dopiero początek kosztownej pokemonowej manii.

 

 

Mój przyjaciel, zapytany o opinię na temat manii pokemonów, odpowiedział mniej więcej tak: „Dzieci nie są głupie, nie zainteresują się byle czym”. To dobry punkt wyjścia. Dzieci nie są głupie. Dzieci nigdy same nie wymyśliłyby pokemonów.
Ta mania, jak każda dziecięca mania, ma swoje pozytywy. Dzieci uczą się negocjować podczas wymiany kart lub żetonów. Te, którym dotychczas trudno było się ze sobą porozumieć, znajdują wspólny temat. Niektóre tworzą koalicje, żeby gromadzić wspólny zbiór, pożyczają sobie gry lub numery pism, wspaniałomyślnie oddają część kolekcji albo nawet całą, kiedy minie im ta namiętność. Sobki pracują na własny rachunek, a chytrzy próbują naciągnąć naiwnych. Świat tych wymian i negocjacji bywa nieraz okrutniejszy niż świat samych pokemonów. Ale ta lekcja przyda się na przyszłość.

 

Cyt za tygodnik.com.pl, całość czytaj TUTAJ

 

angel

– Gdzie jest twoja mama? – zapytałam czterolatka, pozostawionego samopas na podwórku. – Nie wiem, poszukaj w Googlu – odpowiedział rezolutny malec.

Kiedyś dzieci wierzyły w autorytet Aniołka Stróża. Teraz wyrocznią stała się sieć. Pewna kilkulatka, chcąc podkreślić wagę swej wypowiedzi, zakończyła ją stanowczym: – I koniec, i kropka pe el!

Starsza generacja ma większy dystans do wirtualnej rzeczywistości, ale w skrzydlate byty chyba nadal wierzy. Idę ulicą, słyszę rozmowę dwóch kobiet. A raczej biadanie jednej z nich: – Przez Internet szły przelewy, zlecenia, zamówienia. Klikałam, i co z tego wynikło? Zniknęło! Teraz latam, szukam!

 

 

 

 

motyl

 

 

Elton John nie zaadoptuje jednak 14-miesięcznego Lwa, chłopczyka zarażonego wirusem HIV i mieszkającego w ukraińskim sierocińcu. Jak donosiły gazety, brytyjski gwiazdor tak rozczulił się nad tragicznym losem niemowlaka, że postanowił „podarować mu przyszłość”. Władze ukraińskie odrzuciły jednak propozycję i orzekły, że Elton John nie nadaje się na ojca, bo nie jest żonaty (Ukraina nie uznaje związków homoseksualnych – a w takim pozostaje John – za małżeństwa) i jest za stary, bo ma 62 lata. Tym samym Ukraina postawiła się poza nawiasem zachodniego cywilizowanego świata, w którym prawo do posiadania dziecka traktowane jest coraz częściej jak przywilej darowany każdemu – bez względu na wiek, płeć, stan cywilny, zwyczaje seksualne i możliwości rozrodcze.

 

 

Przechadzałem się ostatnio po jednym z krakowskich molochów handlowych. Z każdej strony będąc bombardowanym milionem promocji, których nie mogę przegapić, milionem okazji, których nie mogę zmarnować i milionem produktów, bez których pewnikiem zginę w męczarniach, o mało nie zwariowałem. „Kup majtki, a w promocji dostaniesz drugie, większe!” „Kup siedem piw w cenie sześciu!” „Kup pralkę, a dostaniesz gratis rower!” I tak bez końca. „Nie dla idiotów” – głosi sztandarowe hasło sklepu, obok którego przechodzę. Nawet nie wchodzę. Bo właśnie tak się czuję. Jak idiota.

 

Reforma edukacji zmienia właśnie krajobraz polskiej edukacji ze stepowego w pustynny. Przyjęta 19 marca tego roku ustawa o oświacie spowoduje daleko idące ubezwłasnowolnienie rodziców względem samorządów, wyrzucenie z przedszkoli nie tylko sześcio-, ale i pięciolatków, pogorszenie sytuacji nauczycieli i pracowników zatrudnionych w oświacie, ułatwienie likwidacji i prywatyzacji małych szkół oraz przedszkoli.

Podstawowym narzędziem wprowadzania tej reformy były i są obietnice-fatamorgany, których jedynym celem jest uśpienie czujności opinii publicznej. Do najgłośniejszych należą: darmowe podręczniki, setki milionów na dostosowanie szkół, przedszkole dla pięciolatków, wolny wybór rodziców przez najbliższe trzy lata oraz (w ramach deklaracji towarzyszących) podwyżki pensji dla nauczycieli o 10 proc. Już dziś wiadomo, że żadna z powyższych obietnic nie zostanie zrealizowana.

 

Twierdzę stanowczo: ochrona dzieci przed przemocą to temat zastępczy. Problem istnieje, oczywiście, ale dotyczy stosunkowo wąskiej grupy, i nawet dzieci mieszczące się w tej grupie przeważnie ponoszą większe szkody wskutek innych patologii. Niestety, tych patologii naprawdę masowych i groźnych media ani działacze zauważać nie chcą, bo nie jest to tak „sexy” jak domaganie się zakazu klapsa.

 

 

"Myśl wyrachowana: Dla niektórych poczęcie to powód do wykończenia.Ludzie wszystko już dokładnie skodyfikowali i obstawili paragrafami. Z jednym wyjątkiem, i to dotyczącym sprawy podstawowej – nie ustalili jednoznacznie, kiedy zaczyna się człowiek. Dziwne, prawda?"

 
"Myśl wyrachowana: Prosić o śmierć wolno, ale nie wolno tej prośby przyjmować.Dziecko państwa Knauser urodziło się ślepe, bez nogi i ciężko upośledzone umysłowo. Rodzice patrzyli z rozpaczą na maleństwo. Cierpieli razem z dzieckiem. Kochali je, ale nie chcieli jego cierpienia. Umieraj! – błagali każdej nocy.
 
Więcej artykułów…
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS