Czytelnia
|
Ta kolorowa książeczka to zbiór dbajek, które zostały wybrane w konkursie dla blogerów zorganizowanym przez Onet oraz wydawnictwo dbajki.pl Więcej… Dodaj komentarz
|
|
Tags: "Domoś, Odlotka i inne dziwolągi z mojej okolicy"
Autorzy polecają nam wsłuchać się "w opowieści o niezwykłych stworzeniach zaludniających dziecięcą wyobraźnię. Pozornie oderwane od rzeczywistości, otwierają zaskakująco realny świat dziecięcych potrzeb i marzeń, a także strachów, lęków i problemów. Każda z przedstawionych historii może być pretekstem do rozmów z dzieckiem o tym, co ono czuje, o czym myśli, czego pragnie i czego się boi; może stać się punktem wyjścia do wspólnego tworzenia własnych fantastycznych opowieści." Wydaje mi się że takie książki są bardzo potrzebne, i to bardziej nam, dorosłym. Ta mała książeczka może przypomnieć rodzicom, jak dzieci patrzą na świat, gdzie zwykłe "przedmioty" nabierają charakteru magicznego. Kto z nas nie wyobrażał sobie, że w ciemnych kątach pokoju czają się duchy? :) W książkowych opowiastkach potworów nie ma, inaczej, istnieją stwory które da się oswoić, ba, dzięki którym można poradzić sobie z codziennymi dziecięcymi troskami. Każdy z nas był dzieckiem; to nie łatwy czas, dziecko ma mniejszą sprawczość, jest uzależnione od wyborów rodziców. I to nie jest bajka; świat naszych dzieci bywa pełen zakazów, niekoniecznie dla nich zrozumiałych. A jak wiele sposobów na ukojenie smutków może być, podpowiadają historyjki z "Domosia". Sama wybieram Chmuriana :), to opowiadanie przypomniało mi, w jak prosty sposób można zapomnieć o troskach i poczuć się od nich wolnym. Dla mnie osobiście książka jest apelem do rodziców. Krótkie historyjki wręcz krzyczą "nie zmarnujmy tego", pozwalajmy dzieciom na magię, słuchajmy co mają do powiedzenia oraz zachęcajmy do tworzenia własnych historii, w sposób dla nich najprzyjemniejszy; poprzez malowanie, pisanie, opowiadanie. Dzieci XXI wieku też potrzebują być wysłuchane, zrozumiane. Zamiast włączania kolejnego dvd czy programu telewizyjnego, wymyślmy razem z naszymi dziećmi wspólna bajkę, jeśli nie mamy pomysłu, to dwa ostatnie opowiadania zamykające zbiór, są niedokończone, mają pomóc i zachęcać do stworzenia własnych opowieści. Osobiście polecam, i zapraszam do krainy wyobraźni; naszych dzieci oraz własnej.
Tytuł: DOMONOŚ, ODLOTKA I INNE DZIWOLĄGI Z MOJEJ OKOLICY Carla Barnhill: Niesforne aniołki. Spacer przez Biblię dla milusińskich. Przeł. E. Czerwińska. Il. E. Kucharik. Konsultacja wyd. polskiego ks. W. Chrostowski. Oficyna Wydawnicza „Vocatio”. Warszawa 2005.
Istota nieziemska, idealna, piękna, duchowa. Taka, co czasem zdaje nam się tak dobra, że aż nierealna. Niebiańska. Pomaga, wspiera, szepce do ucha dobre rzeczy, pilnuje. Jest. Anioł. Czy może być niesforny? Przekorny, zagubiony nieco? Już sam oksymoron w tytule Niesfornych aniołków nie daje czytelnikowi spokoju, zanim jeszcze po ową książkę sięgnie. Tytuł oryginału - Blessings Every Day- przełożony jest ciekawie i – co tu dużo mówić – zgrabnie. Rzecz to interesująca, bo uwagę naszą kieruje nie tyle na samą treść, ile na podtytuł i sprawia, że coraz baczniej zaczynamy się przyglądać projektowanemu w książce odbiorcy, którego Umberto Eco nazwałby czytelnikiem modelowym czy idealnym. Adresatem jest dziecko. Słodkie, kochane, milusińskie, takie, o które troszczą się rodzice – nie tylko w wymiarze materialnym, ale też duchowym i takim zwyczajnym, międzyludzkim. Bo każda książka, czy o Biblii, czy o przyrodzie, czy o czymkolwiek innym, jest okazją do bycia razem. Do nawiązania relacji. Zbiorek Carli Barnhill stwarza ku temu świetną okazję. Zasiadają więc aniołki – te prawdziwe, stróżujące, niebiańskie, a raczej niebiańsko-ziemskie, przed snem na brzegu łóżka, siada dziecko i rodzic, i… czytanie przeradza się w modlitwę. W rozmowę, w sto pytań na temat nieba, tego, czy tam jest pięknie, czy Pan Jezus ma długie wąsy, czy jest podobny do ich własnego taty… Dzieci mimowolnie, wciągnięte w lekturę czy słuchanie tekstu, podejmują autorefleksję. I nagle w swych małych serduszkach uświadamiają sobie, że jest Bóg, który kocha, i są one – tak często przez swoich rodziców nazywane aniołkami. I że czasem te aniołki bywają niesforne, chodzące własnymi drogami, umorusane duchowo w rozmaitych „niegrzecznościach”. I słyszą, że Bóg właśnie takimi ich kocha. Pierwszy, po domowemu podany kerygmat. Książka jest zaplanowana i skonstruowana niezwykle mądrze. Brak w niej nachalnego dydaktyzmu, brak też pustosłowia, tak – niestety - częstego w książkach dla dzieci. Dostajemy, a wraz z nami i nasze dzieci, do rąk rodzaj kalendarza, w którym zamiast naszych zapisków i planów na każdy dzień pojawia się Słowo wielkie i najważniejsze – Słowo Boże. Każda jednodniowa kartka zaczyna się cytatem Z Pisma Świętego – tego „dorosłego”, nie w wersji dla dzieci. Króciuteńkie historyjki czy pytania pod wersetem inspirują do rozmowy, nie pozwalają ograniczyć wieczornych spotkań z tą książką tylko do jej odczytania. To pierwsze spotkania ze Słowem, które już małego człowieka przygotowują w sposób naturalny do chrześcijańskiej medytacji, poszukiwania odniesień do słowa w życiu, a w sobie –odpowiedzi na owo Boskie wołanie. Autorka odnosi się do rzeczywistości dziecku niezwykle bliskiej, swojskiej i kochanej – domu rodzinnego, miłości mamy i taty, spotkań z kolegami, ulubionych zwierząt. Jest to także i dla dorosłego rzecz bardzo cenna – pokazuje bowiem, jak wszystko można przemienić w modlitwę i jak znaleźć receptę na dziecięce smutki i brak odwagi choćby przed pójściem do szkoły. Pokazuje, jak ważne są problemy dziecka – tak istotne że sam Bóg się nimi zajmuje i w swym Słowie daje na nie odpowiedź. Spacer przez Biblię staje się niezwykłą przygodą, czymś więcej niż tylko zbiorem barwnych historii o Mojżeszu, Abrahamie czy Jezusowych cudach. Przeradza się w spotkanie z żywym Bogiem, a tym samym w pewien sposób diagnozuje też i po trosze wiarę czytającego rodzica. Ogromne znaczenie ma fakt, że cytaty, dobrane na każdy dzień, ułożone są chronologicznie w cyklu rocznym (a nie liturgicznym), cykl roku kalendarzowego jest bowiem znacznie bliższy kilkuletniemu dziecku, które dopiero uczy się przeżywać liturgię. I tak, 1 stycznia zaczynamy od cytatu z pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju, a 31 grudnia kończymy fragmentem z 22 rozdziału Apokalipsy św. Jana. Biblia w pigułce – chciałoby się rzec. Krótkie teksty na każdy dzień sprawiają, że książkę tę, jak Biblię, czyta się z dzieckiem powoli, bez pośpiechu, pozwalając, by bardziej karmiła serce niż umysł, a krótkie zdania zapadały w duszę i drążyły, przemieniały – i dziecko, i rodzica. Zapamiętanie jest dla dziecka proste i odbywa się niejako mimowolnie – barwne, precyzyjnie z dużą dozą humoru wykonane ilustracje przyciągają uwagę, każą się zatrzymać i spróbować odnieść treść obrazka do tekstu. Pokazują też per analogiam przymioty Boga – gdy czytamy o Bożym przebaczeniu i miłosierdziu, widzimy scenkę, w której dziecko przyłapuje niemal na gorącym uczynku (swojego najwyraźniej ulubionego) psa, który właśnie przewrócił doniczkę i wysypał z niej ziemię, robiąc bałagan, a tym samym przeszkadzając dziecku w przesadzaniu kwiatów. Lekturę przeznaczonego na każdy dzień tekstu można – wzorem schematów medytacyjnych różnych duchowości dla dorosłych - zakończyć modlitwą - już nie myślną, lecz zwrotem bezpośrednio w drugiej osobie do Boga. Autorka książki i tu przychodzi z pomocą, proponując dwuwersowe wierszyki - modlitwy, w których też nie brak zdrowego humoru. To wszystko powoduje, że dziecko odbiera wiarę i modlitwę jako coś naturalnego, wpisanego w życie małego i dużego człowieka, pozwala również myśleć, że Pan Bóg nie jest kostycznym i nieustępliwym starcem z siwą brodą, ale ma poczucie humoru i niezwykłe – ojcowskie - ciepło w sobie. Czytanie tej książki z dzieckiem to świetny sposób na to, by oswoić je z Biblią i nauczyć – na całe życie- właśnie dziecięcego odnoszenia się do niej.
Ogromną rekomendacją dla tego zbiorku jest miniwstęp wybitnego biblisty polskiego ks. Waldemara Chrostowskiego, w którym kierując swe słowa do rodziców, daje on wyraz temu, jak bardzo docenia rodzicielską miłość i trud wychowania i wierzy w to, że rzeczywistym celem każdego ojca i matki jest wychować ludzi dobrych i szczęśliwych. Jest to głos bardzo cenny, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdzie nie brak pseudowychowawczych konsumpcjonistycznych idei. Autorka i konsultant polskiego wydania książki wierzą w rodziców i w to, że dzięki książce dzieci znajdą drogę do Boga – nie tyle do wiedzy o Nim, ile do osobistej z Nim relacji. Nawet wtedy, gdy pozostaną jeszcze trochę „niesfornymi aniołkami”.
Agnieszka Jankowska
Kiedy ma czas je nosić? Jak to jest być mamą ósemki dzieci? Dlaczego akurat ośmioro? Skąd taki wybór? Jak żyje sie w takiej rodzinie - trochę wbrew trendom wpółczesnym, ale nie wbrew sobie, własnym marzeniom, pragnieniom, potrzebom serca. - O tym wszystkim mówi wart przeczytania reportaż Barbary Gruszki-Zych "Czas noszenia korali", w całości dostępny tutaj.
Mężczyzna otworzył szeroko drzwi i wszedł do domu. Za nim do przedsionka wleciało kilka pożółkłych liści.
Od ponad roku jest się na tym świecie,
Zaledwie dostrzegalny w pocałunku
Temat - rzeka, o tym można by godzinami, zwłaszcza gdy ma się polonistyczno-literackie hobby i w ogóle inklinacje. Sproro w baśniach nie tylko morałów, figur stylistycznych, ale nade wszystko kulturowego i socjologiczno-filozoficznego dziedzictwa - archetypów. baśnie nie biora się z niczego, mają pewne wsolne cechy, pewne uniwersalne, acz jak potrzebne rysy. Ciekawie o tym pisze Zuzanna Celmer w swoim artykule pt "Życiowe podróże", który można przeczytać TUTAJ Tak przy okazji nasuwa się refleksja - ile z basni i ich archetypów jest w tzw współczesnych telewizyjnych bajkach? na ile są one wartościowe, sensowne i naszym dzieciom potrzebne? Czy wybrać tylko Andersena, czy Misia Uszatka, a może Teletubisie i żólwie Ninja wystarrczą? A może trzeba dac dzieciom się zapoznać z bajkami :"wysokimi" i "niskimi"? Z oboma ich rodzajami w literaturze i telewizji? Czy w telewizji mamy "bajki wysokie? A w literaturze "niskie"? Tak czy inaczej, artykuł otwiera pole do dyskusji...
Gdybym mogła od nowa wychować dziecko,
Wasze dzieci nie są waszą własnością; Pani w przedszkolu powiedziała, że szkło robi się z piasku. Nikt się nie śmiał. My wiemy, że pani tak musi mówić'. To małe sprawozdanie z przedszkola cytuję często, może nawet do znudzenia, jako rewelacyjny skrót tego, co niosła ze sobą 'komuna'. Cytowane tu dziecko jest przedszkolakiem, a więc czteroipółletnim człowiekiem, który jeszcze niedawno leżał w łóżeczku, wszystkimi zmysłami chłonąc otaczający go świat. Kiedy już dziecko wstało na nogi, było na tyle przygotowane, że normy kłamstwa, w których przyszło mu żyć, mogło potraktować jako oczywistość i wychodziło im naprzeciw, dyskredytując wszystko, łącznie z prawdziwymi dokonaniami nauki. Cyt za Wysokie Obcasy, całość czytaj TUTAJ
|

Czytelnia