Follow us on Twitter
Start Czytelnia

(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)

blogowe dbajki_okladka_EMPIK 

Ta kolorowa książeczka to zbiór dbajek, które zostały wybrane w konkursie dla blogerów zorganizowanym przez Onet oraz wydawnictwo dbajki.pl

 
(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)

"Domoś, Odlotka i inne dziwolągi z mojej okolicy"

13073070331W ostatnim czasie na naszym rynku wydawniczym pojawiła się pierwsza książka wydawnictwa dbajki.pl; cieniutka 32-stronicowa, kolorowa książeczka z kilkunastoma historyjkami autorstwa Jovanki Tomaszewskiej i Wojciecha Kołyszko. Autorzy poczytni, "specjaliści" w kwestiach dziecięcych uczuć. Ponadto część dochodów ze sprzedaży książki jest przeznaczona na działalność Klubu Drabina Rozwoju Kobiet, który pomaga podopiecznym Domów Samotnej Matki i Dziecka.

Autorzy polecają nam wsłuchać się "w opowieści o niezwykłych stworzeniach zaludniających dziecięcą wyobraźnię. Pozornie oderwane od rzeczywistości, otwierają zaskakująco realny świat dziecięcych potrzeb i marzeń, a także strachów, lęków i problemów. Każda z przedstawionych historii może być pretekstem do rozmów z dzieckiem o tym, co ono czuje, o czym myśli, czego pragnie i czego się boi; może stać się punktem wyjścia do wspólnego tworzenia własnych fantastycznych opowieści."

Wydaje mi się że takie książki są bardzo potrzebne, i to bardziej nam, dorosłym. Ta mała książeczka może przypomnieć rodzicom, jak dzieci patrzą na świat, gdzie zwykłe "przedmioty" nabierają charakteru magicznego. Kto z nas nie wyobrażał sobie, że w ciemnych kątach pokoju czają się duchy? :) W książkowych opowiastkach potworów nie ma, inaczej, istnieją stwory które da się oswoić, ba, dzięki którym można poradzić sobie z codziennymi dziecięcymi troskami. Każdy z nas był dzieckiem; to nie łatwy czas, dziecko ma mniejszą sprawczość, jest uzależnione od wyborów rodziców. I to nie jest bajka; świat naszych dzieci bywa pełen zakazów, niekoniecznie dla nich zrozumiałych.

A jak wiele sposobów na ukojenie smutków może być, podpowiadają historyjki z "Domosia". Sama wybieram Chmuriana :), to opowiadanie przypomniało mi, w jak prosty sposób można zapomnieć o troskach i poczuć się od nich wolnym. Dla mnie osobiście książka jest apelem do rodziców. Krótkie historyjki wręcz krzyczą "nie zmarnujmy tego", pozwalajmy dzieciom na magię, słuchajmy co mają do powiedzenia oraz zachęcajmy do tworzenia własnych historii, w sposób dla nich najprzyjemniejszy; poprzez malowanie, pisanie, opowiadanie. Dzieci XXI wieku też potrzebują być wysłuchane, zrozumiane. Zamiast włączania kolejnego dvd czy programu telewizyjnego, wymyślmy razem z naszymi dziećmi wspólna bajkę, jeśli nie mamy pomysłu, to dwa ostatnie opowiadania zamykające zbiór, są niedokończone, mają pomóc i zachęcać do stworzenia własnych opowieści. Osobiście polecam, i zapraszam do krainy wyobraźni; naszych dzieci oraz własnej.

 

Tytuł: DOMONOŚ, ODLOTKA I INNE DZIWOLĄGI Z MOJEJ OKOLICY
Autor: Jovanka Tomaszewska, Wojciech Kołyszko
Wydawca: Dbajki.pl
Stron: 32
Format: 22,5x21,0 cm
Oprawa: Miękka
ISBN: 978-83-63033-00-2

 

Carla Barnhill: Niesforne aniołki. Spacer przez Biblię dla milusińskich. Przeł. E. Czerwińska. Il. E. Kucharik. Konsultacja wyd. polskiego ks. W. Chrostowski. Oficyna Wydawnicza „Vocatio”. Warszawa 2005.

 

Istota nieziemska, idealna, piękna, duchowa. Taka, co czasem zdaje nam się tak dobra, że aż nierealna. Niebiańska. Pomaga, wspiera, szepce do ucha dobre rzeczy, pilnuje. Jest.

Anioł.

Czy może być niesforny? Przekorny, zagubiony nieco? Już sam oksymoron w tytule Niesfornych aniołków nie daje czytelnikowi spokoju, zanim jeszcze po ową książkę sięgnie. Tytuł oryginału - Blessings Every Day- przełożony jest ciekawie i – co tu dużo mówić – zgrabnie. Rzecz to interesująca, bo uwagę naszą kieruje nie tyle na samą treść, ile na podtytuł i sprawia, że coraz baczniej zaczynamy się przyglądać projektowanemu w książce odbiorcy, którego Umberto Eco nazwałby czytelnikiem modelowym czy idealnym. Adresatem jest dziecko. Słodkie, kochane, milusińskie, takie, o które troszczą się rodzice – nie tylko w wymiarze materialnym, ale też duchowym i takim zwyczajnym, międzyludzkim. Bo każda książka, czy o Biblii, czy o przyrodzie, czy o czymkolwiek innym, jest okazją do bycia razem. Do nawiązania relacji.

Zbiorek Carli Barnhill stwarza ku temu świetną okazję. Zasiadają więc aniołki – te prawdziwe, stróżujące, niebiańskie, a raczej niebiańsko-ziemskie, przed snem na brzegu łóżka, siada dziecko i rodzic, i… czytanie przeradza się w modlitwę. W rozmowę, w sto pytań na temat nieba, tego, czy tam jest pięknie, czy Pan Jezus ma długie wąsy, czy jest podobny do ich własnego taty… Dzieci mimowolnie, wciągnięte w lekturę czy słuchanie tekstu, podejmują autorefleksję. I nagle w swych małych serduszkach uświadamiają sobie, że jest Bóg, który kocha, i są one – tak często przez swoich rodziców nazywane aniołkami. I że czasem te aniołki bywają niesforne, chodzące własnymi drogami, umorusane duchowo w rozmaitych „niegrzecznościach”. I słyszą, że Bóg właśnie takimi ich kocha. Pierwszy, po domowemu podany kerygmat.

Książka jest zaplanowana i skonstruowana niezwykle mądrze. Brak w niej nachalnego dydaktyzmu, brak też pustosłowia, tak – niestety - częstego w książkach dla dzieci. Dostajemy, a wraz z nami i nasze dzieci, do rąk rodzaj kalendarza, w którym zamiast naszych zapisków i planów na każdy dzień pojawia się Słowo wielkie i najważniejsze – Słowo Boże. Każda jednodniowa kartka zaczyna się cytatem Z Pisma Świętego – tego „dorosłego”, nie w wersji dla dzieci. Króciuteńkie historyjki czy pytania pod wersetem inspirują do rozmowy, nie pozwalają ograniczyć wieczornych spotkań z tą książką tylko do jej odczytania. To pierwsze spotkania ze Słowem, które już małego człowieka przygotowują w sposób naturalny do chrześcijańskiej medytacji, poszukiwania odniesień do słowa w życiu, a w sobie –odpowiedzi na owo Boskie wołanie. Autorka odnosi się do rzeczywistości dziecku niezwykle bliskiej, swojskiej i kochanej – domu rodzinnego, miłości mamy i taty, spotkań z kolegami, ulubionych zwierząt. Jest to także i dla dorosłego rzecz bardzo cenna – pokazuje bowiem, jak wszystko można przemienić w modlitwę i jak znaleźć receptę na dziecięce smutki i brak odwagi choćby przed pójściem do szkoły. Pokazuje, jak ważne są problemy dziecka – tak istotne że sam Bóg się nimi zajmuje i w swym Słowie daje na nie odpowiedź.

Spacer przez Biblię staje się niezwykłą przygodą, czymś więcej niż tylko zbiorem barwnych historii o Mojżeszu, Abrahamie czy Jezusowych cudach. Przeradza się w spotkanie z żywym Bogiem, a tym samym w pewien sposób diagnozuje też i po trosze wiarę czytającego rodzica.

Ogromne znaczenie ma fakt, że cytaty, dobrane na każdy dzień, ułożone są chronologicznie w cyklu rocznym (a nie liturgicznym), cykl roku kalendarzowego jest bowiem znacznie bliższy kilkuletniemu dziecku, które dopiero uczy się przeżywać liturgię. I tak, 1 stycznia zaczynamy od cytatu z pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju, a 31 grudnia kończymy fragmentem z 22 rozdziału Apokalipsy św. Jana. Biblia w pigułce – chciałoby się rzec. Krótkie teksty na każdy dzień sprawiają, że książkę tę, jak Biblię, czyta się z dzieckiem powoli, bez pośpiechu, pozwalając, by bardziej karmiła serce niż umysł, a krótkie zdania zapadały w duszę i drążyły, przemieniały – i dziecko, i rodzica. Zapamiętanie jest dla dziecka proste i odbywa się niejako mimowolnie – barwne, precyzyjnie z dużą dozą humoru wykonane ilustracje przyciągają uwagę, każą się zatrzymać i spróbować odnieść treść obrazka do tekstu. Pokazują też per analogiam przymioty Boga – gdy czytamy o Bożym przebaczeniu i miłosierdziu, widzimy scenkę, w której dziecko przyłapuje niemal na gorącym uczynku (swojego najwyraźniej ulubionego) psa, który właśnie przewrócił doniczkę i wysypał z niej ziemię, robiąc bałagan, a tym samym przeszkadzając dziecku w przesadzaniu kwiatów.

Lekturę przeznaczonego na każdy dzień tekstu można – wzorem schematów medytacyjnych różnych duchowości dla dorosłych - zakończyć modlitwą - już nie myślną, lecz zwrotem bezpośrednio w drugiej osobie do Boga. Autorka książki i tu przychodzi z pomocą, proponując dwuwersowe wierszyki - modlitwy, w których też nie brak zdrowego humoru.

To wszystko powoduje, że dziecko odbiera wiarę i modlitwę jako coś naturalnego, wpisanego w życie małego i dużego człowieka, pozwala również myśleć, że Pan Bóg nie jest kostycznym i nieustępliwym starcem z siwą brodą, ale ma poczucie humoru i niezwykłe – ojcowskie - ciepło w sobie.

Czytanie tej książki z dzieckiem to świetny sposób na to, by oswoić je z Biblią i nauczyć – na całe życie- właśnie dziecięcego odnoszenia się do niej.

 

Ogromną rekomendacją dla tego zbiorku jest miniwstęp wybitnego biblisty polskiego ks. Waldemara Chrostowskiego, w którym kierując swe słowa do rodziców, daje on wyraz temu, jak bardzo docenia rodzicielską miłość i trud wychowania i wierzy w to, że rzeczywistym celem każdego ojca i matki jest wychować ludzi dobrych i szczęśliwych. Jest to głos bardzo cenny, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdzie nie brak pseudowychowawczych konsumpcjonistycznych idei.

Autorka i konsultant polskiego wydania książki wierzą w rodziców i w to, że dzięki książce dzieci znajdą drogę do Boga – nie tyle do wiedzy o Nim, ile do osobistej z Nim relacji. Nawet wtedy, gdy pozostaną jeszcze trochę „niesfornymi aniołkami”.

 

Agnieszka Jankowska

 

 

Kiedy  ma czas je nosić?  Jak to jest być mamą ósemki dzieci? Dlaczego akurat ośmioro? Skąd taki wybór? Jak żyje sie w takiej rodzinie - trochę wbrew trendom wpółczesnym, ale nie wbrew sobie, własnym marzeniom, pragnieniom, potrzebom serca. - O tym wszystkim mówi wart przeczytania reportaż Barbary Gruszki-Zych "Czas noszenia korali", w całości dostępny tutaj.

 
(6 głosów, średnia ocena 4.67 na 5)

 

 

Mężczyzna otworzył szeroko drzwi i wszedł do domu. Za nim do przedsionka wleciało kilka pożółkłych liści.
-    I jak? – spytał grubej kobiety w fartuchu.
Akuszerka uśmiechnęła się krzywo.
-    Ma pan syna.
-    O! Cudownie. – Mężczyzna wszedł do pokoju w którym na posłaniu leżała zmęczona żona.- Gdzie on jest?
Kobieta bez słowa wskazała palcem kołyskę. Na posłaniu leżało szczelnie opatulone niemowlę. Spod bujnej czupryny wyłaniała się trójkątna twarzyczka z dużymi skośnymi oczami i szerokimi wąskimi ustami. Pomarszczona skóra nie dodawała dziecku wdzięku.
-    Czemu on… - mężczyzna zawiesił głos, tylko palec wskazywał, to, czego nie umiał jeszcze nazwać.
Gruba kobieta stanęła w progu.
-    On jest nienormalny, - rzekła po prostu swoim grubym głosem, - to kaleka.

 
(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)

 

 

Od ponad roku jest się na tym świecie,
a na tym świecie nie wszystko zbadane
i wzięte pod kontrolę.

Teraz w próbach są rzeczy,
które same nie mogą się ruszać.

Trzeba im w tym pomagać,
przesuwać, popychać,
brać z miejsca i przenosić.

Nie każde tego chcą, na przykład szafa,
kredens, nieustępliwe ściany, stół.

Ale już obrus na upartym stole
-jeżeli dobrze chwycony za brzegi -
objawia chęć do jazdy.

A na obrusie szklanki, talerzyki,
dzbanuszek z mlekiem, łyżeczki, miseczka
aż trzęsą się z ochoty.

Bardzo ciekawe,
jaki ruch wybiorą,
kiedy się już zachwieją na krawędzi:
wędrówkę po suficie?
lot dokoła lampy?
skok na parapet okna, a stamtąd na drzewo?

Pan Newton nie ma jeszcze nic do tego.
Niech sobie patrzy z nieba i wymachuje rękami.

Ta próba dokonana być musi.
I będzie.

 

 

 

 

Zaledwie dostrzegalny w pocałunku
Odezwałeś się z głębokiego cienia
Wyprowadziłam cię na światło
I poruszyłam twoje serce

Ze źródła twojego płaczu
Począł się świat

Gdy z zaciśniętej piąstki
Uwolniłeś noc
Drgnęło powietrze
I deszcz wydarł ziemi
Pierwszy kiełek zieleni
Dla twoich pustych oczu

 

 

Temat - rzeka, o tym można by godzinami, zwłaszcza gdy ma się polonistyczno-literackie hobby i w ogóle inklinacje. Sproro w baśniach nie tylko morałów, figur stylistycznych, ale nade wszystko kulturowego i socjologiczno-filozoficznego dziedzictwa - archetypów. baśnie nie biora się z niczego, mają pewne wsolne cechy, pewne uniwersalne, acz jak potrzebne rysy. Ciekawie o tym pisze Zuzanna Celmer w swoim artykule pt "Życiowe podróże", który można przeczytać TUTAJ

 Tak przy okazji nasuwa się refleksja - ile z basni i ich archetypów jest w tzw współczesnych telewizyjnych bajkach? na ile są one wartościowe, sensowne i naszym dzieciom potrzebne? Czy wybrać tylko Andersena, czy Misia Uszatka, a może Teletubisie i żólwie Ninja wystarrczą? A może trzeba dac dzieciom się zapoznać z bajkami :"wysokimi" i "niskimi"? Z oboma ich rodzajami w literaturze i telewizji? Czy w telewizji mamy "bajki wysokie? A w literaturze "niskie"? Tak czy inaczej, artykuł otwiera pole do dyskusji...

 
(6 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)


 

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko,

malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.

 
(2 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)

 

 

Wasze dzieci nie są waszą własnością;
są synami i córkami samej mocy życia.
Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
Mieszkają z wami, a mimo wszystko do Was nie należą:
Możecie dać im swą miłość, lecz nie wasze idee
ponieważ one mają swoje idee.
Możecie dać dom ich ciałom,
ale nie ich duszom, ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
którego wy nie możecie odwiedzać
nawet w waszych snach.
Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,
ale nie żądać, by byli podobni do Was,
ponieważ Życie się nie cofa,
ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.
Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci,
jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód;
Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności
i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
żeby strzały mogły poszybować szybko i daleko.
Poddajcie się z radością rękom Strzelca,
ponieważ on kocha równą miarą i strzały, które szybują,
i łuk, który pozostaje niewzruszony.

 

Pani w przedszkolu powiedziała, że szkło robi się z piasku. Nikt się nie śmiał. My wiemy, że pani tak musi mówić'. To małe sprawozdanie z przedszkola cytuję często, może nawet do znudzenia, jako rewelacyjny skrót tego, co niosła ze sobą 'komuna'. Cytowane tu dziecko jest przedszkolakiem, a więc czteroipółletnim człowiekiem, który jeszcze niedawno leżał w łóżeczku, wszystkimi zmysłami chłonąc otaczający go świat. Kiedy już dziecko wstało na nogi, było na tyle przygotowane, że normy kłamstwa, w których przyszło mu żyć, mogło potraktować jako oczywistość i wychodziło im naprzeciw, dyskredytując wszystko, łącznie z prawdziwymi dokonaniami nauki.

 Cyt za Wysokie Obcasy, całość czytaj TUTAJ

 

 
Więcej artykułów…
Polish English French German Icelandic Italian Russian Spanish Swedish Ukrainian
Nasi przyjaciele
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
Nasza strona na Facebook'u
ABC rodzica na Twitter
Kanał RSS